Ben-Hur

Słynna scena wyścigu kwadryg z klasycznego filmu Williama Wylera „Ben-Hur” (1959) z Charltonem Hestonem, znana jest wszystkim kinomanom. Już 19 sierpnia będą oni mieli możliwość porównania jej z nową wersją „Ben-Hura”, w reżyserii Timura Bekmambetova(„Straż nocna”). Wydawałoby się, że w dzisiejszych czasach nakręcenie wyścigu rydwanów to nie tak wielkie wyzwanie – niebezpieczne i widowiskowe sceny da się niemal w całości realizować technikami komputerowymi. Twórcy najnowszej adaptacji nie poszli jednak na skróty i zdecydowali się na pełen realizm. Grający główne role Jack Huston (Ben-Hur) i Toby Kebbell (Messala) musieli nauczyć się powożenia w ekstremalnych warunkach. 

Trenować zaczęli już trzy miesiące przed zdjęciami. Aktorom zależało, by osobiście wystąpić w ryzykownych scenach. – Mogliśmy ich w wielu momentach zastąpić kaskaderami – przyznawał producent Duncan Henderson. – Wiedzieli, jaka odpowiedzialność na nich spoczywa. Pomimo wszelkich zabezpieczeń to było naprawdę niebezpieczne. Od ich precyzji zależało życie i zdrowie wielu ludzi. Cała scena trwa w filmie 10 minut, ale, jak zdradził reżyser portalowi „Business Insider”, ekipa poświęciła na jej realizację aż 45 dni. Oczywiście efekty specjalne także były niezbędne. Jak podkreślają filmowcy, żadnemu koniowi nic się nie stało, choć w scenie wzięło udział aż 90 wierzchowców. – To było ogromnie emocjonujące, intensywne doświadczenie. Naszym celem było, by jak najwięcej korzystać z kamer, a jak najmniej z komputerów – mówił Bekmambetov. – Chcieliśmy, by widz poczuł się, jakby sam powoził rydwanem.

Klient: Forum Film
Opis: Opracowania graficzne do filmu